Czwarta rocznica Tragedii Narodowej 10 Kwietnia 2010 roku


Zuzanna Kurtyka

Cztery lata od chwili osobistej tragedii w życiu człowieka to bardzo dziwny czas. Ostry ból przechodzi w tępy, tęsknota z jednostajnej zmienia się na okresowo cięższą, okresowo lżejszą. Ale cały czas świadomość pustego miejsca w życiu trwa. Brakuje na każdym kroku oparcia, pomocy, rady, zwykłej rozmowy. Brakuje zrozumienia bez słów, wspólnych wspomnień i wspólnych planów. I tak już zostanie, bo tak jest i tak być musi.

Cztery lata od tragedii w dziejach narodu to chwila. To czas kiedy pierwsze emocje już wygasły. Pamiętamy wszyscy jak były one głębokie i prawdziwe. Może dlatego zrobiono wszystko, by jak najszybciej je stłamsić i wyszydzić. To czas, kiedy za wcześnie jeszcze na dojrzałe oceny historyków i próby zdystansowania się od wydarzenia. Za wcześnie na analizy strategiczne i polityczne. Żyją jeszcze skupiające się wokół Tragedii grupy interesów, ich przywódcy i ich klientela. Dla większości społeczeństwa nie widoczny jest ciąg zdarzeń i następstw tego zdarzenia, zarówno w skali wewnętrznej kraju, jak i w skali międzynarodowej. To czas nijaki. Czas kiedy większość obywateli mówi: no trudno, stało się, ale dajcie już spokój, już wystarczy tego gadania o Smoleńsku. Chcemy żyć normalnie. Dochodzimy w tym momencie do podstawowego pytania: co to znaczy żyć normalnie w skali jednostki? Co to znaczy żyć normalnie w skali narodu? Każdy człowiek chce żyć pięknie i godnie. Potrzebuje szacunku od innych i poczucia własnej wartości. Każdy naród chce sam określać tożsamość i być suwerennym w relacjach z innymi narodami. W tym kontekście kryterium normalności nie spełnia potrzeba tzw." świętego spokoju" a już na pewno "świętego spokoju" za wszelką cenę. Z historii, najnowszej Europy i Polski wynika, że święty spokój za wszelką cenę ma zawsze ogromną cenę. Cenę śmierci setek tysięcy ludzi, a czasem utraty suwerenności narodów na długie lata. Trudno dziś próbując dokonać analizy tragedii w Smoleńsku w kontekście aktualnej sytuacji politycznej w Europie nie odnieść się do analogii historycznych. Pozwolę sobie niektóre z nich przypomnieć.

27 marca 1945r. zostają zaproszeni na rozmowy z decydentami sowieckimi, przywódcy polskiego państwa podziemnego- przedstawiciele legalnego rządu polskiego uznawanego przez Anglię i USA , rządu koalicjanta walczącego wspólnie z wojskami alianckimi od 1939 roku. Po stawieniu się na miejscu proponowanych rozmów zostają aresztowani i wywiezieni do Moskwy, osadzeni w wiezieniu na Łubiance. Zostają poddani ciężkiemu śledztwu, którego jeden z nich nie wytrzymuje psychicznie. I co? Jak reaguje " świat" ? 1-go kwietnia 1945 ambasador Raczyński przekazuje depeszę z kraju o aresztowaniu Edenowi, brytyjskiemu ambasadorowi spraw zagranicznych domagając się interwencji w Moskwie. Zaczynają się, jak zwykle, dyplomatyczne pląsy : Eden w parlamencie brytyjskim 11 kwietnia stwierdza, że nie ma żadnego potwierdzenia raportów o pobycie przedstawicieli polskiego rządu w ZSRR. Jednocześnie w prasie brytyjskiej zaczyna się intensywna kampania dezinformacyjna. Komentarze, że rząd polski T. Arciszewskiego, szerzy informacje obliczone na wywołanie sensacji i mające na celu skłócenie Anglii z Rosją, są na porządku dziennym. Rosjanie z żelazną konsekwencją rozgrywają politycznie Anglików i Amerykanów dając do zrozumienia kto naprawdę rządzi. Nieoczekiwanie, 3-go maja , w ramach jednego z licznych obiadów mających miejsce w trakcie konferencji założycielskiej ONZ w San Francisco, Mołotow oświadcza, że polscy przywódcy znajdują się w Moskwie, aresztowani za organizowanie dywersji przeciwko Armii Czerwonej. A Stalin pisze do Churchilla kuriozalne słowa oskarżając go o to, że o aresztowaniu " angielska służba informacyjna celowo milczy, ze względu na jego / chodzi o głównego aresztowanego, gen. Okulickiego/ szczególną nikczemność." I dalej :" Ale my nie zamierzamy milczeć na ten temat" . Warto zacytować odpowiedź Anglików: "Jeśli jednak wśród szesnastu aresztowanych znajdują się ci, o których zapytywał się rząd brytyjski to /minister Eden/ musi oświadczyć, że był zdumiony i wstrząśnięty. Rząd brytyjski wiedział, że są to patrioci i demokraci." . Z oświadczenia ma wynikać, że przedtem o tym wiedział, a po oświadczeniu Stalina już nie wie. 18 czerwca 1945 r. rozpoczął się w Moskwie proceder zwany procesem 16 polskich przywódców. Bez mrugnięcia okiem przyglądał mu się cały świat. Sądzono przywódców rządu, którego wojska złożyły dopiero co daninę krwi walcząc zwycięsko we Włoszech, sądzono dowódcę armii, której wywiad zadecydował o losach II wojny światowej dostarczając aliantom bombę V1 i V2. Ale przede wszystkim członków, legalnego!, legalnego rządu jednego z europejskich państw. "Proces" ten niewątpliwie był sowieckim testem wytrzymałości Anglosasów, swoisty papierkiem lakmusowym określającym jak daleko Stalin może się posunąć w rozgrywce o Europę Środkową. Okazało się, że właściwie nie istnieje taka granica, że może wszystko. Żeby sytuacji nadać jeszcze większy charakter tragifarsy Sowieci wyrazili zgodę na przyjazd w tym okresie do Moskwy Stanisława Mikołajczyka. Nie było on już wtedy premierem rządu polskiego, usunięto go, bo swoją służalczą postawą kompromitował Polskę, zastępując Tomaszem Arciszewskim. Niemniej jednak nadal był desygnowany przez Anglosasów do rozmów z Sowietami. Mikołajczyk nie zainteresował się losem aresztowanych ani ich procesem. A wielu z nich było jego znajomymi lub choćby byłymi podwładnymi. Małość i nikczemność człowieka została wystawiona na pokaz i szyderstwo przez Stalina. W ten sposób Stalin upokorzył także Polaków. 16 przywódców Polski zostało zasądzonych tak jak chcieli Rosjanie. Dało to zielone świtało do aneksji Polski i innych krajów Europy. Gdy dla świata wojna się wreszcie skończyła w Europie Środkowej trwały nadal pacyfikacje i wywózki całych wsi i miasteczek, terror i represje objęły nie dziesiątki, ale setki tysięcy ofiar. Do 1957 roku miały one charakter masowy, potem już bardziej jednostkowy.

Ta trochę przydługa opowieść o nie tak odległej historii naszych dziadów i ojców została przeze mnie przywołana, by stanowić odnośnik do aktualnej sytuacji w świecie. Wydaje mi się, że teraz gdy zastanawiamy się nad wydarzeniami na Ukrainie i analizujemy szansę stopniowego zawłaszczenia tego kraju przez Rosję, powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na genezę tego zjawiska. Jak kiedyś geneza zajęcia Europy Wschodniej brała początek z sonda- żu postawy zachodniego świata wobec "Procesu 16-tu" , tak teraz nie sposób nie zauważyć, że postawa świata w obliczu Tragedii 10 Kwietnia 2010r wpływa i wpływać będzie na działania Rosji. Nad tym co się zdarzyło 10 Kwietnia, politycy krajów UE i USA przeszli natychmiast do porządku dziennego. Zmowa milczenia objęła także przywódców NATO, chociaż zginęli generałowie ich państwa członkowskiego. Liczne prośby do rozlicznych organizacji międzynarodowych o pomoc w wyjaśnieniu przyczyn tragedii, kierowane przez rodziny ofiar oraz organizacje pozarządowe spotykały się co najmniej z obojętnością. Rząd polski wcielił się w postać Mikołajczyka z zadziwiającą chęcią wykonując w tej sprawie wszystkie zalecenia Rosji i stosując się do wszystkich żądań Putina. Trudno, nie mając dowodów, oskarżać dziś o sprawstwo katastrofy samolotu, Rosjan. Jednak cała sytuacja została przez nich wykorzystana po raz kolejny do oszacowania na jak wiele mogą sobie pozwolić i okazało się po raz kolejny, że na bardzo wiele, że właściwe mogą robić co chcą. Czy w takim razie można się dziwić, że przy pierwszej sposobności sięgnęli po Krym? Czy można się łudzić, że na tym się skończy? Następny wniosek z historii jest jeszcze bardziej niepokojący, wynika z niego bowiem, ze pociągnie to za sobą znowu wiele, wiele ludzkich ofiar. Waga Tragedii w Smoleńsku prawdopodobnie jest jednak znacznie większa. Wynika to z licznych prób utrudniających prowadzenie oficjalnego śledztwa, z prób niszczenia śledztwa toczącego nieoficjalnie, z prób niszczenia ludzi angażujących się w wyjaśnienie przyczyn tragedii. Niszczenia dowodów a także bezpośrednich świadków. Prawdopodobnie nie zdajemy sobie jeszcze do końca sprawy z wagi i znaczenia tego tragicznego wydarzenia. Historia napisze tak czy inaczej swój scenariusz. Na pytanie czy chcemy aktywnie w nim uczestniczyć czy odegrać rolę biernego widza każdy musi sobie odpowiedzeń sam, Ale każdy tez musi mieć świadomość, że bierni widzowie zawsze płacą swoją cenę tyle tylko, że nie za swoje wybory, a za wybory innych.