Pokolenie pięć lat później


Paweł Kurtyka

Nie wierzę w spontaniczność. Nie wierzę w romantyczne uniesienia, w wiarę w ducha, który przenosi góry. Jestem ścisłym umysłem. Widzę logikę wydarzeń, błędy organizacyjne, z których wynikają klęski, dobre przygotowanie, z którego wynika sukces. Wartość człowieka postrzegam nie tylko przez jego wiarę i dobro, ale przede wszystkim przez jego użyteczność, przydatność dla sprawy, chęć działania, dobre intencje i czas który może poświęcić.Wiem, że dyscyplina i konsekwencja jest ważniejsza niż głos sumienia, serca i ducha, który pobudza do działania. Widzę, ze ci, którzy chcieli iść za głosem serca, w wielu wypadkach zostali oszukani przez cyników, pracując w pocie czoła bez efektów których oczekiwali. Ktoś powiedział, że prawo w Polsce jest jak płot: lis się prześlizgnie, lew przeskoczy, ale bydło trzymane jest pod kluczem. Widzę lisa, widzę lwa, nie mam ochoty stać z pozostałymi. Jedyne co mogę to przewrócić płot. To logiczny wybór. To nasza droga.

Dzisiejsza Polska się zmienia. Wchodzi nowe pokolenie, to do którego należę. Mówią, że jesteśmy rozpieszczeni, że potrzebujemy więcej empatii w pracy, dopieszczenia. Więcej niż nasi starsi koledzy. Że trzeba być dla nas troskliwym. Poza tym że jesteśmy kompetentni, zdolni itd. Kilka artykułów o pokoleniu „y”, powyższe to syntetyczne wnioski.

Mnie, przedstawicielowi tego pokolenia, wydaje się, że jesteśmy po prostu mniej podatni na bylejakość. Że jej nie akceptujemy. Dlatego młodzi często wolą pracować w zagranicznych korporacjach. Logika porządek, harmonia, wzajemny szacunek, brak emocji. Sucho i czysto. Dlatego wyjeżdżamy też z kraju – to tez logiczny wybór.Co określa nasza generację? Prawdopodobnie cynizm. Czarny humor to nasz ulubiony. Brak złudzeń co do świata. A jednocześnie typowa dla młodych naiwność i brak doświadczenia. Na prawicy przejawia się tym, że na ludzi świętujących 25- lecie przemian demokratycznych jako okres sukcesów, spoglądamy z politowaniem. Niektórzy z nas nie umieją łączyć faktów. Widzą, że uczelnia działa źle, że organizacja jest słaba, że poziom średni i pracodawcy śmieją się, gdy pokazujesz im dyplom, z rozbrajającym uśmiechem proponując 3 miesięczny okres próbny za grosze. Ale nie połączą tego z tym co robili ministrowie szkolnictwa w ostatnich latach, z brakiem strategii dla sektora szkolnictwa, z tym że uczelnie przyjmują masy młodych ludzi po to by dostać większe dofinansowanie z algorytmu od głowy studenta. Ale diagnoza jest wspólna.Każdy skupiony jest na sobie, na tym żeby jemu się udało. Aha, zapomniałem. Większość jest z mniejszych ośrodków. Chcą się wybić z biedy, studia to szansa na lepszy status..

Oto pokolenie dzisiejszych młodych urodzonych w wolnej Polsce. Pokolenie, po powyższym opisie nie rokujące wielkiej nadziei na zmianę. A jednak... My nie żyliśmy w PRL-u. Dla nas to co było wtedy i to co jest teraz nie są rzeczywistościami do porównania. Tu nie można mówić o hymnach na cześć sukcesu, tylko dlatego ze pamiętamy większa biedę. Nasz poziom porównawczy to kraje starej Unii do których jeździmy. Widzimy co jest w Polsce nie tak. Większość z nas nie zdaje sobie jednak sprawy z tego co jest przyczyną.

W 2010 r. po Katastrofie Smoleńskiej podjąłem jedną z najważniejszych decyzji w życiu. Wraz z grupą znajomych powołaliśmy do życia stowarzyszenie Studenci dla Rzeczypospolitej. Chcieliśmy by z tej tragedii wypłynęło coś dobrego. Chcieliśmy pracy u podstaw, chcieliśmy budować od dołu, wzorując się na metodzie wyłożonej w końcu XIX w. przez Romana Dmowskiego. Chcieliśmy zrobić coś co nie będzie partyjną przybudówką, co stanie się niezależna platformą dla działania. Dla całego pokolenia młodej polskiej prawicy. Na początku nie trafiliśmy na podatny grunt i nie było łatwo.

W kwietniu 2015 r. będziemy obchodzili 5-cio lecie. Dziś nasza organizacja to mała korporacja. 10 oddziałów w miastach akademickich w całej Polsce, 200 członków działających aktywnie, prawie 100 projektów, większych i mniejszych zrealizowanych w tym czasie: akcji ogólnopolskich, konferencji, happeningów, dyskusji, obchodów, co najmniej kilka wydarzeń każdego miesiąca. To zarządy, komisje, struktura. Staliśmy się sprawnie działającą maszyną. Z każdym rokiem jest nas więcej, robimy ambitniejsze projekty, z czasem wykraczające poza krajowe ramy. Projekt jest logiczny, poukładany, nowoczesny, na tyle na ile może być struktura w której wszyscy pracują za darmo. Cechuje nas konsekwencja.

Określa nas nowa tożsamość, którą budujemy na pamięci Żołnierzy Wyklętych. To w nich odnajdujemy bohaterstwo, honor i walkę do końca. Wartości których nie znajdziemy w szkole, w życiu publicznym, często w domu. To dość symptomatyczne. Jesteśmy pokoleniem, które poszukuje wartości, których nie dostaliśmy od starszego pokolenia. Jeśli chodzi o Żołnierzy Wyklętych, w pewnym sensie, sami dla siebie odkryliśmy bohaterów, nikt nas ichnie nauczył. Chyba dla żadnego z nas punktem odniesienia nie jest dziedzictwo Solidarności.

Co uważamy o naszej rzeczywistości? System emerytalny – do zmiany, prawo podatkowe- do uproszczenia i zmiany, wolność gospodarcza – trzeba zacząć o niej w końcu poważnie rozmawiać, szkolnictwo – do zmiany. Jesteśmy pokoleniem, które chce radykalnej przebudowy, które nie liczy na Państwo, nie chce wiele od niego. Chce żeby zostawiło nas w spokoju, przestało utrudniać życie. Chcemy silnej klasy średniej. Słowem bliskie są nam republikańskie wartości Amerykanów. Potrzebujemy „Polish dream”. Społeczeństwo jest na to gotowe. Gotowe nie są neokolonialne warstwy zarządzające.

Po Katastrofie Smoleńskiej powstało wiele inicjatyw społecznych w całym kraju i za granicą. To było wielkie przebudzenie potencjału społecznego po prawej stronie sceny politycznej. Warto zwrócić uwagę na jedno. Starszą generację najczęściej definiuje romantyczny poryw serca jako spiritus movens. Nas, młodych - rachunek zysków i strat, chęć stworzenia mechanizmu, który poprawi całość systemu. Oczywiście jesteśmy o wiele mniej skuteczni. Nie mamy wystarczających kompetencji, kontaktów, finansów. Ale to kwestia czasu. Wspólna jest chęć działania dla Polski.

Takich grup jak nasza jest więcej. Choć są mniejsze, czasem działają na innych płaszczyznach. Większość naszej generacji jest bierna. Ale podziela diagnozę rzeczywistości. Inaczej skąd u nich wzięłaby się taka chęć wyjazdu? Wniosek z tego, że przy odpowiednich środkach istnieje realna szansa dotarcia i przekonania tych ludzi do kierunku zmian.

Zmian nie dokona generacja posolidarnościowych i postkomunistycznych polityków, których symbolem starcia jest konflikt PO i PiS. To, co jest drogą do zmiany to dojście naszego pokolenia do realnego głosu: w biznesie, polityce, nauce. To perspektywa 10-letnia, może dłuższa. Nasze pokolenie potrzebuje liderów, ludzi którzy będą wyznaczali kierunki działania. Studenci dla Rzeczypospolitej są niewątpliwie jednym ze środowisk, które ich kształtuje. Potrzebujemy technicznych instrumentów by odnieść sukces: pieniędzy, kompetencji, pomocy merytorycznej (know-how). Naszą przewagą, a zarazem problemem jest fakt, że nie ma zbyt wielu organizacji grupujących młodych ludzi w imię jednego celu. Zwłaszcza na prawicy. Nasze pokolenie jest bardzo zatomizowane. Wielu jest nastawionych na indywidualne kariery. Jednak pojedyncze atomy nie zmienią rzeczywistości. Nie mają struktur, procedur, nie stanowią maszyny, która jest siłą każdej jednostki ją współtworzącą. Nie są w stanie przeciwstawić się neokolonialnemu systemowi.

Nie byłoby naszej inicjatywy, gdyby nie katastrofa prezydenckiego samolotu w kwietniu 2010 r. Nie byłoby, gdyby nie pragnienie by z tej wielkiej tragedii wypłynęły też dobre rzeczy. Nie byłoby, gdyby nie moi rodzice, którzy wychowali mnie na człowieka, który kocha swój kraj. Nie byłoby, gdyby mój Ojciec nie zginął, a wraz z nim 95 innych osób, połączonych we wspólnym celu uczczenia haniebnie pomordowanych. Nie byłoby tego stowarzyszenia, gdyby nie działalność Taty, której obserwacja pozwoliła mi zrozumieć dzisiejszą Polskę, zerknąć w głąb mechanizmów patologii. Nie było by go, gdyby nie nasze rozmowy, o tym co zmienić, co jest źle, czemu jest źle. Nie byłby, gdyby nie jego pasja do historii i historiozoficzna emocja, z którą o niej opowiadał. Miał dar opowiadania, pokazywał czemu straciliśmy XVI wieczne Imperium, czemu dziś jesteśmy kim jesteśmy. Nie byłoby, gdyby nie jego praca, w całkowicie patologicznym wymiarze czasowym. Gdyby nie ten przykład sam nie potrafiłbym pracować cały czas, budując organizację w czasie, gdy inni odpoczywali. Nie byłoby nas, gdyby nie to co zrobił dla Polski bezkompromisowo walcząc z komunizmem, o prawdę historyczną. Nie udałoby mi się przyciągnąć ludzi, gdybym nie był jego synem.

Gdyby nie katastrofa w Smoleńsku nie było by też wielu innych organizacji, społeczeństwo byłoby bardziej bierne, bardziej zatomizowane, łatwiejsze do rządzenia. Dziś Polska przypomina drzemiący wulkan. Na zewnątrz sytuacja jest opanowana. Ale wewnątrz działają siły natury. Przełomu na razie nie widać. Ale zbliża się. Pięć lat, które minęły od 10.04.2010 r. przekonują do tego stwierdzenia. Śmierć członków Delegacji nie była daremna, wyda owoc po latach. W końcu labor et patentia omnia vincunt.