Mija pięć lat od Tragedii Smoleńskiej,


Andrzej Melak

a serca rodzin i większości Narodu nadal nie zaznają spokoju, czekając na wyjaśnienie narodowego dramatu. Bezcenne prace polskich naukowców z kraju i zagranicy dowodzą bezspornie innych przyczyn zdarzenia nad Smoleńskiem niż oficjalne komunikaty MAK i usłużnych służb w Polsce, przekazujących rosyjską wersję kłamstwa. Poza rodzinami, których bliskich ekshumowano w kraju, bliscy pozostałych Ofiar żyją w niepewności, czy to ich krewni spoczywają w grobach, przy których składają kwiaty i modlą się, składając hołd Poległym. Po zapoznaniu się z protokołem sekcji mojego Brata Stefana, co miało miejsce w lutym 2011 r., uświadomiłem sobie, że w tym dokumencie jest mowa o osobie zupełnie niepodobnej do Stefana. Natychmiast, tego samego dnia, złożyłem pismo z wnioskiem o ekshumację. Do dnia dzisiejszego, pomimo wielu ponagleń, a także skandalicznych wydarzeń związanych z ujawnionym pomyleniem ciał w trumnach, bezczeszczeniem szczątek chowanych w czarnych plastikowych workach, mimo że możliwe było ich godne ubranie i przygotowanie do pochówku, moje wnioski nie przyniosły skutku do dnia dzisiejszego.

Od początku tryb postępowania polskiego państwa w sprawie dochodzenia praw2dy o tragedii Smoleńskiej budził nasze wątpliwości i zaniepokojenie. Dlatego już pod koniec kwietnia 2010 r. wystosowaliśmy list otwarty do premiera Donalda Tuska o przyjęcie osobistej odpowiedzialności za prowadzone postępowanie. Nasze apele ponawialiśmy także w kolejnych miesiącach, gdy wychodziła na jaw dziwna postawa władz państwa. Broniliśmy czci lotników – bezpodstawnie obciążanych najcięższymi oskarżeniami. Domagaliśmy się poszanowania pamięci gen. pilota Andrzeja Błasika, haniebnie oskarżanego przez stronę rosyjską oraz usłużne instytucje państwa polskiego, które bezkrytycznie powtarzały skandaliczne oskarżenia.

Aktem oddania czci generałowi Andrzejowi Błasikowi było pośmiertne odznaczenie go Medalem „Zło Dobrem zwyciężąj” – przekazanym na ręce Jego Żony Ewy Błasik, pozostawionej na pastwę oskarżeń przez Wojsko Polskie oraz inne instytucje państwowe.

Nie godząc się z tchórzliwą bezczynnością władz państwowych, w celu upamiętnienia Ofiar, przygotowaliśmy i umieściliśmy na miejscu tragedii w Smoleńsku granitową tablicę pamiątkową, poświęconą Poległym Uczestnikom Narodowej Delegacji do Katynia. Wystąpiliśmy też z apelem do Narodu, wygłoszonym z Wałów Jasnogórskich w czasie pielgrzymki Radia Maryja, o wsparcie umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego. W efekcie, na mój prywatny adres,  nadeszło ponad 80 tys. listów z całego świata, w tym także od Was, Rodacy ze Stanów Zjednoczonych. Złożone wraz z 400 tysiącami podpisów pisma do premiera Donalda Tuska, prezydenta Bronisława Komorowskiego, marszałka Sejmu Ewy Kopacz i marszałka Senatu Bogdana Borusewicza do dzisiaj nie doczekały się żadnej odpowiedzi.  Barbarzyństwo Rosjan, którzy 9 kwietnia 2011 r. zdjęli naszą tablicę z miejsca tragedii przed wizytą prezydenta Komorowskiego, przypomniało mi akcję ambasady sowieckiej i polskiej Służby Bezpieczeństwa, które doprowadziły do kradzieży pierwszego pomnika katyńskiego, ustawionego przez nasz Komitet Katyński na Powązkach 31 lipca 1981 r. Bluźniercze sprofanowanie tablicy ku czci Poległych w Smoleńsku wydało nieoczekiwane owoce. Na całym świecie powstało ok. 4 tysiące miejsc upamiętnienia największej tragedii w dziejach naszego Narodu po II wojnie światowej.

Tablica sprofanowana przez Rosjan wróciła do Polski i stanowi centralny element Epitafium Smoleńskiego w Sanktuarium Narodowym na Jasnej Górze w Częstochowie. Odsłonięta dziś w amerykańskiej Częstochowie jej replika przypomina nam, że musimy w dalszym ciągu walczyć o prawdę i wskazanie winnych Narodowej Tragedii.

W hołdzie poległym na nieludzkiej, smoleńskiej ziemi, 10 kwietnia 2010 r.

Z ziemi polskiej w ostatnią swą drogę wyruszyli, by uczcić Ich
Polskie córki i polscy synowie, bo o zbrodni nie mówił już nikt.
To w Katyniu lat temu 70 z rąk Sowietów zginął wojska kwiat
By straszliwy tyran i morderca na Ich trupach budował nowy ład.
Pamięć o Nich została zgładzona, świat o zbrodni nie wiedział nic
Teraz nową tragedią poruszona, tak jak feniks powstała by żyć
My wierzymy, że śmierci przesłanie wyda wielki prawdy kwiat
A kłamstwa przez lata powtarzane raz na zawsze odpłyną w siną dal
Wielki mocny, przenajświętszy Boże do swego serca przygarnij ich
A Polska osierocona do Twych prawd niech powróci znów
Odmień serca z kamienia i stali, wypleń kłamstwo, pogardę i gniew
Przywróć wiarę, nadzieję i miłość za niewinnie przelaną krew.

Gdy opadły złudzenia i nadzieje, że Stefan przeżył, zdecydowałem, że odnajdę Go, przywiozę i pochowam w ukochanej polskiej ziemi. Dla niej żył, pracował i oddał wszystko, co miał najlepsze. Wiarę, miłość, troskę o jej losy i losy nas, Polaków, tak z premedytacją i żelazną konsekwencją poniżanych i upokarzanych.

W czasie pobytu w Moskwie i oczekiwania na identyfikację jak w zwolnionym filmie przeleciały mi przez głowę wspomnienia wspólnie przeżytych dni. Nasze swady, kłótnie, ale też dni wspólnej, nieprzerwanej pracy nad odkłamaniem historii i przywróceniem jej młodemu pokoleniu. Zmanipulowanemu i pozbawionemu godności oraz dumy z przeszłości.

Stefan był od zawsze Mistrzem Słowa. Miał w sobie ducha autentyczności w tym, co mówił. Niewielu nauczycieli umie przekazać swe myśli i wiedzę słuchającym. Stefan te umiejętność posiadł znakomicie. A Jego ciepły i zdecydowany głos oraz głoszone treści wymuszały posłuch i zainteresowanie. Niewielu współczesnych mogłoby Mu w tym dorównać. Wychowany w historycznej prawdzie, na wspomnieniach najbliższych o wojnie, Katyniu, powstaniach narodowych, miał ugruntowany pogląd na najważniejsze polskie sprawy.

Mieliśmy niebywałe szczęście, że wiedzę i miłość do Polski wyssaliśmy z mlekiem Matki. Od dzieciństwa porządkowaliśmy nieznane groby w kawęczyńskich lasach i w Olszynce Grochowskiej. Składaliśmy wiaty i zapalaliśmy świece. Pytaliśmy Dziadków, Babcie, Ciocie i Wujków. Czas na rozmowę i wyjaśnienia mieli zawsze Dziadkowie Felek i Mieczysław. W wielkiej sztafecie pokoleń wyrastała w ten sposób nowa generacja światłych obywateli Rzeczypospolitej. Całe młodzieńcze życie Stefana to konsekwencja lat dziecięcych. Był zawsze krytyczny do tego co usłyszał w szkole, przeczytał w gazecie, usłyszał przez radio. Należał do tych, których nie uwiodła ludowa władza. Jako brat zawsze chciał opiekować się młodszym rodzeństwem – Arkiem i Sławkiem. Cechowała Go niebywała miłość do przyrody. Dbał o każdą roślinę, drzewko, każdą żywą istotę. Chronił je.

Olbrzymi wpływ na Stefana miał Wielki Kapłan, ks. Wacław Karłowicz. Wiara pomogła Mu być tym, kim był. Uczestniczył w pielgrzymkach do Częstochowy. Trudno uwierzyć, ale przebył ich 37. W czasie każdej był codziennie prelegentem w grupach pątników. Wiedzą i erudycją zawstydzał niejednego znawcę historii, muzyki, poezji, prozy, teatru, malarstwa i innych dziedzin sztuki. Był przy tym niezrównanym analitykiem i wizjonerem przewidującym, co nas czeka w bliższej i dalszej przyszłości.

Stefan nie umiał, ale też i nie chciał się narzucać. Wielu, którym w karierze pomógł, zapomniało o Jego zasługach i umiejętnościach, a można je było spożytkować dla dobra ogólnego. Stefan nigdy jednak nie skarżył się na swój los. Był człowiek skromnym, pogodnym i życzliwym dla wszystkich. Miał słabość do kobiet, a one darzyły Go wielkim szacunkiem, oddaniem i miłością.

Jak w antycznej tragedii, Stefan zginał w miejscu, o którego prawdziwą wymowę walczył przez całe życie, ostatecznie poświęcając swój zywot. W czasie pogrzebu, mówiąc nad grobem Brata, przytoczyłem ułożony dla Niego wiersz:

Będę z Tobą, Boże, będę z Tobą zawsze
Będę z Tobą, Boże, dopóki nie zgasnę
Będę przy Twym boku szczęścia w życiu szukać
Wiarę będę głosił, do serc będę pukać
Będę z Tobą w szczęściu, strachu, podczas trwogi,
Będę gdym bogaty, będę gdym ubogi
Będę z Tobą w zdrowiu, będę i w chorobie
Bo ja wierzę w Ciebie i chcę być przy Tobie
Będę z Toba latem, jesienią i zimą
Będę także wiosną, kiedy lody spłyną
Będę Twym podnóżkiem, Ty będziesz opoką
Gdy Ty mnie zawołasz – przybędę z ochotą!

Stefan tak żył i tak odszedł. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, bo od niezastąpionych roją się cmentarze. Wiem, że Stefana zastąpić nie można. Tak brakuje mi Go w chwilach dramatycznych dla Polski i świata. Jego wizje ziszczają się na naszych oczach, a Jego wśród nas nie ma.

Największą miłością Stefana była jego Córka Gabrysia i ukochane Wnuki: Zosia i Jaś. Choć mieszkały daleko za Wielką Wodą, są chowane w duchu polskim. Jak mi mówiła Gabrysia, nie mają w domu telewizora, a usypiają słuchając muzyki i bajek w ojczystym języku. To nieprawdopodobne, ale One dopiero w Polsce, w czasie wakacji, napiły się pierwszy raz coca-coli. Dziadek Stefan widział się z Wnukami ostatni raz w zimie 2008 roku, gdy odwiedził Je w Kalifornii. Dzisiaj już starsze, tkwią w polskości, z wielką miłością i oddaniem wspominając Dziadka.