Rola tragedii smoleńskiej w najnowszej historii Polski


Antoni Macierewicz

Czy dramat smoleński to drugi Katyń czy też raczej wielka szansa na to by „ta krew połączyła wreszcie dwa braterskie ale skłócone narody – polski i rosyjski” jak chciał tego sowiecki szpieg Tomasz Turowski i liczni idący w jego ślady politycy?

Porozumienie na grobach?
Po pięciu latach od 10 kwietnia 2010 r. tej alternatywy już nie ma . Historia ją odrzuciła. Teza o tym, że nieszczęśliwy wypadek, straszliwy ale tylko wypadek może połączyć dwa słowiańskie narody, choć silnie lansowana została jednoznacznie sfalsyfikowana i dziś mało kto ją jeszcze podnosi. Ale, pamiętajmy, w pierwszych tygodniach 2010 r. była niezwykle popularna. Symbolizowało ją zdjęcia premierów Putina i Tuska obejmujących się nad smoleńskim pobojowiskiem. Potwierdzały ten sposób myślenia liczne wypowiedzi ministrów,publicystów, działaczy społecznych, intelektualistów. Sprzyjała temu jak się wydaje obiektywna sytuacja międzynarodowa: amerykański reset, rosyjskie deklaracje o chęci współpracy i dobrej woli, poczucie konieczności realizmu wzbudzane skutecznie przez rządzących. Trudno przecież zapomnieć słowa premiera Tuska wyjaśniającego swoją postawę i przekazanie śledztwa smoleńskiego, wszelkich dowodów, wraku i czarnych skrzynek w troskliwe ręce Władimira Putina. Premier Tusk mówił tak: lepiej mieć dowody i nie mieć wojny niż nie mieć dowodów i mieć wojnę.

Widmo Katynia
To wielu wydawało się racjonalne. Przecież mimo całej nieufności wobec Rosjan i ostrożności wobec polityki rządzących trudno było sobie wyobrazić, że jesteśmy cynicznie okłamywani. I trudno było sobie wyobrazić, że w XXI wieku po straszliwej hekatombie hitleryzmu i komunizmu na naszych oczach dokonuje się naprawdę drugi Katyń. Obecne pokolenia po długiej i wyczerpującej wojnie o niepodległość pragnęły przede wszystkim spokoju i pokoju, na który przecież zasłużyły. Widmo Katynia, cynicznego morderstwa, zabójstwa na oczach świata całej elity narodu z prezydentem na czele wydawała się tak straszliwa, że aż absurdalna i nie do uwierzenia, poza tym, że przerażająca. Tak jak trudno było uwierzyć w cyniczny śmiech i przybijanie piąstek przez Tuska i Putina nad ciałami ofiar w Smoleńsku. Bieg wydarzeń zweryfikował tę wizję. Dziś wiemy już, że po 5 latach nie mamy dowodów, wrak, czarne skrzynki, przyrządy nawigacyjne, telefon satelitarny prezydenta i wiele innych kluczowych dowodów pozostaje w Rosji a rządzący otwarcie mówią, że nie są one potrzebne do zamknięcia sprawy, że śledztwo może być bez tego zakończone. Nie mamy więc dowodów ale mamy zbliżającą się wojnę. Słowa premiera Tuska znamionujące rozsądek i dążenie do porozumienia narodowego opartego na kapitulacji z prawdy i wartości pokazały swoją faktyczna wartość: obróciły się w proch i w pył.

Zdrada rządzących
Trzeba spytać dlaczego tak się stało? Dlaczego ta racjonalna zdawałoby się postawa, która miała za sobą większość społeczeństwa wyrażana zarówno w sondażach jak i w głosowaniach poniosła tak druzgocącą klęskę? Z pewnością nie była to zasługa opozycji, która nie kwestionowała przecież dobrej woli rządzących, nie oskarżała ich o zdradę i nie prowadziła irredenty. Opozycja nie formułowała bardzo długo tezy o zamachu i zdradzie narodowej. Przeciwnie- podkreślano, że Smoleńsk to straszliwy wypadek, który trzeba uczciwie i solidnie zbadać. Domagano się praworządnego śledztwa, odmawiano wiary w zaklęcia i pancerne brzozy, wierzono w dobrą wole rządzących. Jeszcze na początku 2011 roku zaledwie 9% badanych przypuszczało, że Smoleńsk mógł być zamachem. Polacy w swojej masie chcieli wierzyć rządowi i od niego spodziewali się prawdy i działania na rzecz wyjaśnienia tragedii. Otrzymywali jednak wyłącznie twierdzenia, że „Rosjanie robią więcej niż powinni”, „przekopali miejsce tragedii na metr głęboko”, „stali z nami ramię w ramię” a prawda jest „Boleśnie prosta – winni są polscy piloci” wszystko się wyjasni bo przecież jest komisja polska, jest rosyjska i jest międzynarodowa – komisja Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego generał Anodiny. To był czas, w którym minister obrony strofował polskiego akredytowanego przy MAK, że śmiał przysłać raporty stwierdzające, że za katastrofę odpowiadają Rosjanie. Dziś ten sam minister stwierdza, że nie było wyjścia i trzeba było podporządkować się Rosjanom, bo tego stanowczo żądali. A przecież wojny im wydać nie mogliśmy, mówi minister Klich. Mówi tez, że w sposób oczywisty nikt z rządzących Rosjanom nie wierzył. Polacy od dwustu lat nie ufają Rosjanom” i my im tez nie wierzyliśmy. Nie wiem czy im wierzono czy nie ale wiem, że im się podporządkowano. To taka właśnie postawa doprowadziła do zmiany stanowiska przez społeczeństwo. Dziś 40% przyjmuje, że Smoleńsk to mógł być zamach a agresja rządzących, ich kłamstwa w zestawieniu z umiędzynarodowieniem sprawy smoleńskiej zapewne rychło powiększy ten odsetek.

Tragedia smoleńska jako narzędzie walki politycznej
Czy taki obrót wydarzeń jest winą nieudolności i niezręczności rządzących czy przyczyna tkwi głębiej? Czy więc można znaleźć sposób na rozwiązanie smoleńskiego klinczu , czy też Smoleńsk stanie się częścią narodowego panteonu polskiej tragedii i polskiego losu z jednej a hańby z drugiej strony. Wiele wskazuje, że to ta druga możliwość się zrealizuje. Sądzę tak po ostatniej konferencji prokuratury, która jest przecież tylko wykładnia dążeń rządzących a dokonała próby zamknięcia śledztwa smoleńskiego w wątku dotyczącym przyczyn katastrofy. Prokuratorzy stwierdzili, że w tej kwestii wszystko już wiadomo- winni są polscy piloci. Materiał dowodowy na jakim się oparto jest żenujący i w sposób oczywisty nie ma szans ostać się w sądzie czy podczas jakiejkolwiek analizy. Ale nie taki był cel tej konferencji. Chodziło raczej o demonstracje siły i pseudo konsekwencji: nie ma sprawy smoleńskiej deklarują media rządowe, koniec i kropka:winni jesteśmy sami, polscy piloci, pozostaje jedynie ustalić kto ich do tego zmusił: tak przecież brzmiał słynny sms jaki rozsyłano do posłów PO! I zapewne wrócimy do tej kwestii przed następnymi wyborami. Ta instrumentalizacja polityczna kwestii smoleńskiej jest zarazem gwarancją, że będzie ona stałym elementem narodowego sporu, linią podziału, osią wokół której będą koncentrowały się podstawowe dylematy polskości: patriotyzm, wiara, modernizacja, niepodległość.

Geopolityka polska
Można zapytać się dlaczego tak się dzieje: czy to cynizm, głupota, nieudolność czy konieczność wynikająca z przesłanek osobistych i politycznych. Nie wiem tego. Ale wiem, że źródeł Smoleńska trzeba szukać w obiektywnych przesłankach polskiej historii, geopolityki i roli międzynarodowej Polski. Dziś dla nikogo nie ulega wątpliwości, że śmierć polskiej elity z prezydentem na czele była ściśle związana z próba powstrzymania rosyjskiego imperializmu przez Lecha Kaczyńskiego. Nic bardziej wymownego niż scena z 1 września 2009 roku gdy premier Putin publicznie proponuje Polsce dołączenie do porozumienia rosyjsko-niemieckiego, które ma kształtować ład europejski w miejsce Unii Europejskiej. Odpowiedź prezydenta Kaczyńskiego była oczywista: wolność i niepodległość państw między Odrą a Kaukazem, Morzem Bałtyckim i Morzem Czarnym jest polska racja stanu i wspierania ich wolności nigdy się nie wyrzekniemy. Donald Tusk, ówczesny premier sprzeciwiał się tej polityce i spoglądał na Rosję jako na partnera , który się modernizuje, może znaleźć się w NATO i będzie dostarczycielem zasobów gazu i ropy. Dziś Prezydent Kaczyński nie żyje a na czele Unii Europejskiej, która przyrzekł zniszczyć Putin stoi Donald Tusk. Europa zaś coraz bardziej przekształca się zgodnie ze słowami wypowiedzianymi przez Putina na Westerplatte.

Prawda o Smoleńsku źródłem naszego odrodzenia.
Jest oczywiste, że bez Smoleńska ten straszliwy bieg wydarzeń nie byłby możliwy i że tu właśnie należy upatrywać przyczyn tragedii. A jeśli tak to prędzej czy później wszystkie zdrowe siły narodu skupia się wokół polityki obrony niepodległości i obrony polskiej racji stanu a katastrofa smoleńska z symbolu upokorzenia i klęski stanie się źródłem odrodzenia polskiej siły i niepodległości. Czy mamy przyjąć ten los? Czy raczej się odeń uchylić? I rzeczywiście jest to pytanie na miarę tego, które stało przed Polakami w 1939 r. Nikt nie chce powtórzenia tamtych wydarzeń. Ale czy to znaczy, że możemy prowadzić politykę apeasmentu, ciągłych ustępstw i aprobaty dla rosyjskiej agresji? Próbowaliśmy tego przez ubiegłe pięciolecie. Ta próba skończyła się i hańbą i klęską. Przypomnę premier Tusk mówił, że chodzi o to by mieć wrak i nie mieć wojny, zamiast mieć wojna i nie mieć dowodów. Ceną było nie tylko kłamstwo smoleńskie ale także destrukcja państwa przekształcanego w folwark rozgrabiany przez „Przyjaciół Sowy”. Dlatego właśnie Smoleńsk stał się symbolem dążenia do prawdy, odrodzenia duchowego i narodowego. I tak się stanie dlatego, że ta krew została przelana w słusznej sprawie!